Przerwa technicza. Serwis będzie ponownie uruchomiony za parę minut

A PHP Error was encountered

Severity: Warning

Message: fopen(/data/nfs/www/dlaczego.pl/public_html/_log/views/news_20141127_1011.log): failed to open stream: No such file or directory

Filename: models/views.php

Line Number: 96

Nałęcz: W akademiku grałem w butelkę z... kolegami - Magazyn Studencki ?dlaczego 
faq
A A A

Nałęcz: W akademiku grałem w butelkę z... kolegami

2009/08/05 18:00 | dodał: trollbarbatus
Nałęcz: W akademiku grałem w butelkę z... kolegami
prof. Tomasz Nałęcz
Fot. archiwum
Teraz jest profesorem na wydziale historii UW. Brał udział w pracach komisji Rywina. Obecnie Tomasz Nałęcz może zasłynąć dzięki temu, że tylko nam wyznał, iż w trakcie studiów grał w butelkę z mężczyznami.
Na studiach nauczył się Pan...
Palić papierosy.

To wszystko?
Skądże. Wspominam to raczej jako przestrogę i dlatego, że aby pozbyć się tego zgubnego nałogu, potrzebowałem wielu lat. Wszystko inne związane ze studiami było zdecydowanie konstruktywne.

Na przykład?
Studiowałem 40 lat temu, w latach 1967–1972. Nie trzeba wyjaśniać, że to była zupełnie inna Polska, głęboki PRL. Wyższe uczelnie były wtedy enklawami wolnej myśli. Oczywiście wcale nie było to zasługą ówczesnych władz, tylko akademickiego środowiska. Ja miałem to szczęście, że trafiłem na Uniwersytet Warszawski, gdzie zwłaszcza wśród historyków bardzo dbano o swobodę dyskusji i o prawdę. Tutaj nie docierała indoktrynacja.

Ale docierała polityka.
Tak, i to w bardzo brutalnej odmianie. Już na pierwszym roku mój rocznik przeszedł szkołę oglądania polityki w jej bardzo agresywnej odmianie. Przypominam, że to był marzec 1968 roku i związane z tym zamieszki na uniwersytecie.

Jak takie wydarzenie wpływa na młodych ludzi?
Na pewno rodzi to dość specyficzne wspomnienia. Takie jak oberwanie zomowską pałką, popłakanie się od gazu łzawiącego czy uczestniczenie w strajku. To są składowe tamtejszej mojej rzeczywistości. Tego się nie zapomina, zwłaszcza że towarzyszy temu automatycznie rodzące się poczucie wspólnoty i zbiorowości. Nasze zachowania i przekonania zaczęły się różnicować, kiedy pojawił się KOR. Wtedy dopiero dzielili się i pracownicy, i studenci. Oczywiście część osób zeświniła się w marcu – ale one i tak jakoś funkcjonowały, a nawet robiły kariery. Marzec 1968 roku był ważny dla mnie jako historyka także z innego powodu. To był czas niepodzielnego panowania kłamstwa w życiu publicznym. Rządziły obłuda, pomówienia, agresja i inwektywy. To była dawka, która zadziałała jak szczepionka.

I uodporniła na indoktrynację?
Na pewno pomogła w rozpoznawaniu takich zachowań później. Bo po takiej dawce kłamstw i oszczerstw organizm jest zaimpregnowany. Mój wydział jako jeden z nielicznych ostał się w całości po marcu 1968 roku. Innym wydziałom zmieniono kadrę na poprawną politycznie, a przynajmniej na uległą. Tymczasem nasz instytut był oazą wolności. Ponadto studiowanie było w tamtej epoce inne także z tego powodu, że było nas mniej. Zarówno studentów, jak i profesorów.

Mniej znaczyło lepiej? Nie chciałbym tego tak oceniać.
Profesorowie byli mniej dostępni. Zajęcia prowadzone były głównie przez adiunktów i docentów.  Profesorowie jedynie prowadzili wykłady i odbierali egzaminy. Na roku było nas niewiele ponad 50 osób. Wszyscy się dobrze znali. Ale największym urokiem studiowania historii były zajęcia warsztatowe. Wdrażające do pracy nad źródłem. To było i pozostało siłą naszej uczelni. Nie da się nauczyć profesji historyka bez pracy na warsztatach.

Czego poszukiwano wówczas na historycznych warsztatach? Prawdy? O przeszłości czy teraźniejszości?
Prawdy poszukuje się niezależnie od epoki, w której się studiuje. Choć w trakcie moich lat studenckich rozdźwięk pomiędzy tym, co stanowiło treść naszego studiowania a peerelowską oficjalnością był ogromny. Podręczniki traktowaliśmy wówczas bardzo krytycznie. To nie było najlepsze źródło wiedzy.  Oficjalnym podręcznikiem do historii starożytnej Grecji była książka Siergiejewa, do Rzymu polecano opracowanie Maszkina. Ale my byliśmy przyzwyczajeni do tego, żeby odsiewać radziecką indoktrynację. Dlatego praca historyka jest podobna do zajęcia detektywa. Teraz student jest zaniepokojony, kiedy nie jest mu jasno powiedziane, z jakiej książki ma korzystać.
Poprzedni Tak powinna wyglądać umowa z uczelnią
Jak wybierać promotora Następny

Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
Dodaj swój komentarz:
Oceń artykuł:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Kanały rss Kontakt Mapa strony
Dlaczego.com.pl   2007-2014   Wszelkie prawa zastrzeżone
   0.1881
Firma w holdingu PMPG